Rząd ostrzegany jesienią. Dziś Polacy płacą za pelletowy kryzys
Ceny pelletu sięgają dziś 2500 zł za tonę, a w wielu regionach Polski zaczyna go brakować. Eksperci wskazują, że obecny kryzys to nie tylko efekt mroźnej zimy, lecz również rosnącego zapotrzebowania na biomasę w energetyce zawodowej.
Szok cenowy na rynku pelletu następuje w momencie, gdy Polska wybiera scenariusz transformacji energetycznej w ramach Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu (KPEiK). Zdaniem ekspertów, obecna sytuacja pokazuje realne granice dostępności biomasy w kraju. Wybór scenariusza zakładającego zwiększenie jej spalania oznacza ryzyko kolejnych napięć podażowych i rosnącego importu.
KPEiK pokazuje potencjał zrównoważonej biomasy stałej na poziomie ok. 290 PJ [petadżuli - przyp. red.] Tymczasem prognozowane zapotrzebowanie przekracza go o ponad 30 proc. Oznacza to prawdopodobny rozwój importu biomasy na bardzo dużą skalę. Drugim scenariuszem jest presja na poszukiwanie surowca w kraju
– mówiła w wywiadzie dla SmogLabu dr Ewa Krasuska, autorka analizy zapotrzebowania na zrównoważoną biomasę
Coraz więcej spalania, coraz większe ryzyko
Między 2004 a 2023 rokiem spalanie biomasy drzewnej w energetyce zawodowej wzrosło niemal 150-krotnie. Już dziś według danych Agencji Rynku Energii, około połowa drewna pozyskanego z polskich lasów – bezpośrednio lub w formie odpadów – trafia do spalenia w energetyce i gospodarstwach domowych.
Dostrzegając problem, rząd Koalicji 15 października w umowie koalicyjnej zadeklarował odchodzenie od spalania drewna w energetyce. Mimo to preferowany przez Ministerstwo Energii scenariusz transformacji zakłada zwiększenie udziału biomasy w miksie energetycznym. „Bez biomasy sobie nie poradzimy” – mówił wiceminister energii Marcin Wrochna.
Według raportu „Biomasa drzewna w energetyce” realizacja tego scenariusza oznaczałaby wzrost spalania biomasy drzewnej do 14,5 mln m³ w 2040 r. Przy ograniczonych krajowych zasobach oznaczałoby to konieczność importu biomasy o szacunkowej wartości nawet 50 mld zł w latach 2030–2040.
Gospodarstwa domowe w pułapce cenowej
Ponieważ duża energetyka korzysta z tego samego surowca, z którego produkowany jest pellet dla gospodarstw domowych, większy popyt oznacza wzrost konkurencji o surowiec i presję cenową. A rząd popyt zwiększa, z jednej strony wspierając budowę ciepłowni na biomasę, z drugiej – przez program „Czyste Powietrze” zachęcając Polaków do zakupu kotłów na pellet.
Już dziś brakuje pelletu. Polska nie ma takich zasobów, by równolegle zwiększać spalanie w energetyce i zapewnić stabilne ceny dla gospodarstw domowych. To droga do drogiego importu i trwałego kryzysu cenowego
podkreśla Augustyn Mikos z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, autor raportu „Biomasa drzewna w energetyce”.
Dla mnie ta pelletowa pułapka jest jasna jak słońce: rząd sam podkręca ceny, dopłacając do wielkiej energetyki i jednocześnie wpychając zwykłych ludzi w drogie kotły
– komentuje Patryk Białas, przewodniczący Komisji Klimatu i Środowiska Rady Miasta Katowice.
Alternatywa istnieje
Organizacje pozarządowe przekonują, że rząd powinien wybrać scenariusz transformacji zmniejszający zużycie biomasy, zanim obecny kryzys stanie się trwałym problemem. Jesienią ubiegłego roku 56 organizacji apelowało o utrzymanie kierunku aktywnej transformacji, który zakłada ograniczenie spalania biomasy.
Odchodzenie od spalania biomasy na dużą skalę jest korzystne dla gospodarki, bezpieczeństwa energetycznego i realizacji celów klimatycznych
– podkreślały organizacje.
Zamiast dalszego uzależniania się od spalania drewna lub gazu, eksperci wskazują na elektryfikację ciepłownictwa, inwestycje w efektywność energetyczną oraz rozwój odnawialnych źródeł energii.
Pelletowy kryzys to sygnał ostrzegawczy przed wyborem biomasowego scenariusza KPEiK. Rząd ma dziś dowód w postaci realnych braków surowca i rosnących cen. To moment, by wybrać bezpieczniejszą ścieżkę transformacji
– mówi Augustyn Mikos