Pellet drożeje. Czy winny jest brak wycinek, jak twierdzi Minister Energii?
Wysokie ceny pelletu znów budzą emocje. W debacie publicznej pojawiło się proste wyjaśnienie: to wina ochrony lasów i ograniczenia wycinek. Ta teza pada z ust samego Ministra Energii, Miłosza Motyki. Problem w tym, że nie zgadza się z danymi.
Winnych pelletowego kryzysu szuka między innymi branża drzewna. Prezes Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego Piotr Poziomski mówił na antenie RMF24, że w 2026 r. „mamy podaż surowca drzewnego na poziomie 37 mln m³”, podczas gdy „średnie zaopatrzenie zawsze wynosiło w okolicy 41 mln m³”. Wniosek: 4 mln m³ mniej oznacza ograniczenie podaży i mniej surowca do produkcji pelletu.
Podobne argumenty pojawiają się w wypowiedziach części polityków. Były wiceminister środowiska Sławomir Mazurek sugeruje, że wycofanie 4 mln m³ z pozyskania to ubytek 1,6 mln m³ surowca do produkcji pelletu. Sam Minister Energii, Miłosz Motyka na antenie Polsat News mówił, że „ograniczenie wycinek mogło doprowadzić do zaburzenia łańcuchów dostaw (pelletu)”.
Problem w tym, że drzewiarze i politycy próbują tłumaczyć trwający już od 2025 roku wzrost cen pelletu przewidywanym zmniejszeniem podaży drewna w przyszłości.
Czy podaż drewna została ograniczona?
Sprawdźmy liczby. Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2023 r. pozyskano 41,6 mln m³ drewna, w 2024 r. – 41,2 mln m³. Spadek wyniósł poniżej 1 proc.
Nie widać „gwałtownego ograniczenia podaży”, ale stabilizację ilości pozyskiwanego drewna w polskich latach. Zeszło się to w czasie ze zmniejszeniem produkcji w przemyśle drzewnym wywołanym dekoniunkturą w krajach importujących produkty tego sektora z Polski. Z pewnością za mniejszą podaż surowca dzisiaj nie odpowiadają plany dotyczące pozyskania drewna w przyszłości
– mówi Augustyn Mikos z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, autor raportu „Biomasa drzewna w energetyce"
Plan Lasów Państwowych na 2026 r. zakłada pozyskanie 37 mln m³ drewna, choć według informacji Ministerstwa Klimatu i Środowiska realnie może to być 39–40 mln m³. Tych prognoz nie da się jednak używać do wyjaśniania obecnych cen.
Gdyby rzeczywiście brakowało surowca, ceny drewna rosłyby. Tymczasem w 2024 r. średnia cena drewna według danych Lasów Państwowych spadła o 13,8 proc. rok do roku. Drewno liściaste tartaczne potaniało o 19 proc., a papierówka liściasta – o 29 proc. Z tych asortymentów powstaje surowiec dla przemysłu płytowego i pelletowego. W 2025 r. ceny realnie nadal spadały. To nie jest obraz rynku niedoboru.
„Brakuje trocin”? Sprawdźmy, skąd one się biorą
Pellet powstaje głównie z trocin – produktu ubocznego przetwórstwa drewna. Spadki produkcji tarcicy, sklejki i płyt w latach 2020–2023 oznaczały mniej trocin – kluczowego surowca do pelletu. W 2024 r. widać odbicie wolumenowe, znaczące dla podaży trocin, ale wartość sprzedaży branży spadła o 9 proc., co wskazuje raczej na słaby popyt niż niedobór drewna.
Mówiąc krótko można mieć stabilne pozyskanie drewna i jednocześnie mniej trocin, kluczowych dla rynku pelletu. Problemy z trociną są wtórne wobec dekoniunktury w przetwórstwie, nie wobec pozyskania drewna. Mamy słaby popyt w przemyśle, z drugiej strony napompowane spalanie w energetyce i szybko rosnącą liczbę pieców na pellet w gospodarstwach domowych
– wyjaśnia Augustyn Mikos
Miliony ton drewna trafiają do energetyki
Drugą stroną rynku jest rosnący popyt na biomasę. Z raportu Agencji Rynku Energii „Monitoring zużycia biomasy w energetyce” wynika, że w 2023 r. w ciepłownictwie zużyto 10,15 mln ton biomasy, z czego ok. 6,3 mln ton stanowiła biomasa leśna.
Duże jednostki energetyczne spalają ogromne ilości surowca. Do tego dochodzą mechanizmy wsparcia współspalania biomasy oraz dopłaty do kotłów pelletowych w programie „Czyste Powietrze”.
Efekt jest prosty: przy mniejszej ilości trocin z powodu dekoniunktury i rosnącym popycie na spalanie biomasy presja cenowa rośnie, zwłaszcza w okresach zimowych. W praktyce o ten sam surowiec konkurują gospodarstwa domowe, przemysł drzewny i energetyka.
Minister Energii zamiast winić ograniczenia wycinek w przyszłości, powinien przemyśleć swoją politykę wspierania spalania drewna w zakładach energetycznych
– komentuje Augustyn Mikos.
Ochrona przyrody jako wygodny cel?
Wyłączenie części najcenniejszych lasów z intensywnego pozyskania to element adaptacji do zmian klimatu. Chodzi o retencję wody, pochłanianie CO₂, odporność na susze i pożary, ochronę bioróżnorodności. W sytuacji coraz bardziej negatywnych konsekwencji zmiany klimatu brak działań adaptacyjnych byłby nieodpowiedzialny.
Mimo działań na rzecz wzmocnienia ochrony przyrody takich jak wprowadzenie moratorium, w 2024 r. sprzedaż drewna przez Lasy Państwowe wzrosła o 3,7 proc. względem 2023 r. To kolejny argument przeciwko tezie o „katastrofie surowcowej”.
Co naprawdę napędza ceny pelletu?
Nie ma jednej przyczyny wzrostu cen pelletu. Wpływ mają mroźna zima, wzrost zapotrzebowania w energetyce zawodowej i ogrzewnictwie indywidualnym, spadki produkcji przemysłu drewna i mniejsza ilość trocin.
Problemem nie jest brak drewna, lecz struktura popytu w przetwórstwie i sektorze biomasy. Dziś około połowa drewna pozyskanego z polskich lasów — bezpośrednio lub w formie odpadów — trafia do spalenia w energetyce i gospodarstwach domowych. Pytanie nie brzmi więc, czy ciąć więcej, lecz czy chcemy, by coraz większa część lasów stawała się paliwem.