Polskie leśnictwo w pułapce własnego modelu. Wywiad z prof. Kazimierzem Rykowskim
O reformie leśnictwa w Polsce mówi się od lat. Między 2012 a 2016 r. powstawał Narodowy Program Leśny (NPL), przygotowano setki rekomendacji – żadna nie została wdrożona. Dlaczego system trwa niemal bez zmian mimo rosnącej presji społecznej, klimatycznej i politycznej? Prof. Kazimierz Rykowski, koordynator prac nad NPL przekonuje, że problemem jest sposób myślenia, który sprowadza las do drzewostanu czyli surowca oraz ustrój Lasów Państwowych, który jest emanacją takiego myślenia.
Katarzyna Wiekiera: Ministerstwo Klimatu i Środowisko wróciło jesienią ubiegłego roku do prac nad Narodowym Programem Leśnym. Czym różnią się obecne prace od działań sprzed lat?
Prof. Kazimierz Rykowski: Różnią się zasadniczo. Prace sprzed piętnastu lat łączyły wszystkich, którzy chcieli uczestniczyć w poprawianiu polskiego leśnictwa. W 8 panelach brały udział setki ekspertów i dziesiątki instytucji. To było zderzenie biegunowych opcji, np. Adama Wajraka z dawnym dyrektorem LP Konradem Tomaszewskim.
Do prac nad NPL powróciła Ogólnopolska Narada o Lasach (ONoL) za obecnych rządów, ale to nie jest poszukiwanie rozwiązań dla polskiego leśnictwa. To przede wszystkim poszukiwanie sposobu na utrwalenie status quo i pozycji Lasów Państwowych jako organizacji o charakterze monopolistycznym.
Powołany jesienią Zespół ds. rozwoju leśnictwa, w którym mam zaszczyt uczestniczyć, nie został powołany do reformowania, ale do rozwoju, a rozwój nie musi oznaczać korzystnych zmian. W ramach pracy tego zespołu rzeczywiście wrócono do nazwy Narodowy Program Leśny, ale to jest jedyne co przypomina tamte prace. Przed laty powstało blisko 300 zaleceń, w 2016 r. prace przerwano i programu nie wdrożono.
Ustrój jako bariera
Gdzie leży zasadniczy problem?
Pierwotnym problemem jest ustrój, a w nim zasada samofinansowania Lasów Państwowych. Model dość wyjątkowy w Europie. Samofinansowanie kusi przewagą funkcji gospodarczych nad publicznymi i to w sytuacji wyjątkowej centralizacji władzy, co rodzi problemy z przejrzystością i kontrolą.
Może Lasy Państwowe powinny wrócić do budżetówki?
Nie wiem, ale na pewno trzeba szukać innego modelu. Obecny status LP zdaje się być wyrazem „schizofrenicznego” stosunku władzy publicznej i społeczeństwa do tego podmiotu. Z jednej strony LP są traktowane jak przedsiębiorstwo produkcyjne, które ma mieć zyski ze sprzedaży drewna, najlepiej wysokie, z drugiej jako narodowa instytucja, która ma chronić substancję leśną i wszystkie jej dobra i usługi.
W pracach nad Narodowym Programem Leśnym, 12 lat temu, brali udział profesorowie Jerzy Hausner, Tomasz Żylicz i Hubert Izdebski, którzy nakreślili wizję ewentualnej alternatywy. Powstał zarys koncepcji jednoosobowej spółki Skarbu Państwa w formie korporacji prawa publicznego, z nowym prawem leśnym i Społeczną Radą Nadzorczą.
Rada złożona z przedstawicieli ośrodków naukowych, stowarzyszeń i organizacji społecznych, zawodowych, urzędów państwowych, samorządów, przemysłu, itp. akceptowałaby strategie, programy i plany, w tym np. rozmiary użytkowania, decydowałaby o konkursach na dyrektorów i na najważniejsze stanowiska w spółce.
Koncepcję transparentnego modelu publicznego zarządzania własnością wspólną obywateli warto dopracowywać, warto szukać rozwiązań, które lepiej pasowałyby do dzisiejszej rzeczywistości.
"Przyszłość polskich lasów. 3 lata po wyroku TSUE" — dowiedz się więcej
Lasy Państwowe, czyli czyje
Z czego wynika impas, w jakim się znaleźliśmy? Czy Lasy Państwowe są zbyt silną instytucją, by zmienić je polityczną decyzją?
Jesteśmy w sytuacji szczególnej, prawie 80% lasów to są lasy państwowe, wspólne, nas wszystkich. Zarządca nie może decydować o tym, co właściciel chce osiągnąć w lasach i jak je traktować. Narasta opór społeczny wobec obecnego sposobu zarządzania lasami. Lokalne grupy społeczne nie zgadzają się na sposób zagospodarowania lasów, które znają, które są ich lasami.
Polskie leśnictwo jest także krytykowane międzynarodowo. Po wyrokach sądu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, po konflikcie, jaki zaistniał w związku z planami urządzania lasów (PUL) i brakiem możliwości ich zaskarżania, czy po tym, co się działo w Puszczy Białowieskiej, jesteśmy w sytuacji bardzo chybotliwej dla leśnictwa i dla Lasów Państwowych.
Nie wiem, jaki ma być przyszły kształt Lasów Państwowych, ale ten dzisiejszy jest mocno kontestowany i należałoby skierować wysiłki na poszukiwanie nowego sposobu zarządzania.
Jest jeszcze jedna kwestia – miejsce i rola lasów w planach rozwoju kraju. Kwestia ich bagatelizowania i niedoceniania przez najwyższe władze. Lasy w Polsce, które zajmują prawie jedną trzecią powierzchni kraju, nigdy nie były traktowane przez rządzących, niezależnie od opcji, w sposób odpowiadający ich randze. Najczęściej w planach rozwoju leśnictwo łączone jest z rolnictwem, a nawet sytuowane gdzieś między rybactwem i łowiectwem.
Jeżeli państwo nie docenia potencjału przyrodniczego, gospodarczego, społecznego, a dzisiaj również klimatycznego czy obronnego lasów, to Lasy Państwowe mają swobodę działania. Bez specjalnego społecznego nadzoru decydują o rozmiarach i formach użytkowania, wielkości pozyskania drewna, o sprzedaży. Ludzie nie akceptują tego sposobu gospodarowania, bo nie mają wpływu na to, czego są właścicielem.
20% lasów bez wycinek - reforma czy reakcja?
Widząc społeczne niezadowolenie, z tego jak lasami się gospodaruje, politycy, którzy zdobyli władzę w 2023 r. obiecali wyłączenie z użytkowania 20% lasów. Jak ocenia Pan te obietnice?
Wyłączenie 20% lasów i idea stu rezerwatów mają charakter reaktywny, nie merytoryczny. Koncepcja lasów społecznych to nie jest koncepcja leśników. Przecież wszystkie lasy w Polsce są społeczne. Koncepcja stu rezerwatów na stulecie Lasów Państwowych podobnie. Nie róbmy stu rezerwatów, róbmy rezerwaty tam, gdzie są potrzebne.
Czy władza, która w ten sposób postępuje, udźwignie trudności reformowania w Polsce leśnictwa? Dla prawdziwej zmiany, kluczowe jest uznanie, że wartość leśnictwa, nie tkwi w produkcji drewna, tkwi w istnieniu lasu. Zwłaszcza teraz, kiedy mamy problemy z klimatem.
Czy mamy szansę na zmiany w leśnictwie jeszcze w obecnej kadencji?
Brak kontynuacji prac nad Narodowym Programem Leśnych z lat 2012-2016 to jest materialny dowód na fikcję reformy. Obecny Zespół ds. rozwoju leśnictwa składa się prawie z samych leśników. Wróciliśmy do sytuacji, kiedy programy rozwojowe dla leśnictwa robione są przez leśników i dla leśników – leśnicy je sprawdzają, akceptują i realizują. W ten sposób nie zbuduje się czegoś, co będzie szeroko akceptowane przez społeczeństwo.
Reforma jest możliwa, jeśli przynajmniej częściowo we władzach leśnych nastąpi zmiana sposobu myślenia i dopuszczone będzie myślenie nie tylko drzewostanowe.
Mówi Pan o ustrojowych barierach reformy. Presję na zmiany budują też regulacje unijne takie jak Strategia Bioróżnorodności. Jak leśnicy na nie reagują?
Władze leśne postrzegają unijne regulacje jako atak na polskie leśnictwo. Gdy pojawiła się unijna Strategia na rzecz Bioróżnorodności, to w Lasach Państwowych nastąpiła nadzwyczajna mobilizacja i powstały szybkie ekspertyzy wykazujące straty finansowe Lasów Państwowych z tego tytułu.
Nawet inwestycje Lasów Państwowych w ochronę środowiska, jak dotacje dla parków narodowych czy inwestycje w małą retencję traktowane są jako koszty. Jeżeli wniosek o ustanowienie rezerwatu, naukowo umotywowany, traktuje się jako utracone korzyści, a nie zachowane wartości, to znaczy, że myślimy drewnem.
Spór o las: drewno czy ochrona
Konflikt drewno versus ochrona lasu to oś sporu leśników z ekologami. Długo będziemy stać po przeciwnych stronach?
Ochrona przyrody w lasach jest głównym punktem zainteresowania społecznej, ekologicznej strony sporu. Leśnicy pod jej naciskiem, rzadziej z własnej inicjatywy, ustępowali. Przypomnieć trzeba Leśne Kompleksy Promocyjne, programy ochrony przyrody w nadleśnictwach, małą retencję i reintrodukcję gatunków czy zmniejszenie zrębów zupełnych i ochronę martwego drewna. Są więc pewne gesty z tej strony, wskazujące na pole do współpracy. Na ogół trafiały w próżnię. Organizacje ekologiczne raczej usztywniały swoje stanowisko a radykalne formy protestu utrudniają dialog i pogłębiają polaryzację.
Drewno nie musi być wycinane w miejscach, w których inne wartości są ważniejsze. Można to, przy dobrej woli, wspólnie ustalić. Chyba, że nie chodzi o drewno czy ochronę przyrody, a o władzę nad przyrodą i satysfakcjonujący poziom samofinansowania.
Do produkcji drewna nie potrzeba lasu
Jak więc zmienić myślenie, żeby umożliwić porozumienie i wypracowanie zmiany modelu leśnictwa?
„Rekomendacje” Narodowego Programu Leśnego z 2015 r., niewiele straciły na aktualności, jeśli chodzi o potrzeby reformowania leśnictwa. Są tam propozycje między innymi nowych relacji człowiek – las, różne koncepcje przyrody i różne perspektywy zarządzania. W drodze do wspólnego działania spróbujmy skorzystać z podejścia, które znosi biegunowy podział na naturę i kulturę, na las i drewno z lasu.
„Rekomendacje” dotykają kwestii wartości, gospodarki, zmian klimatu i wielofunkcyjności lasów. Leśnicy mówią o „wielofunkcyjnej, trwale zrównoważonej gospodarce leśnej”. To brzmi jak hasło propagandowe, jest mylące i niemerytoryczne. Nietrwałość jest wbudowana w istotę przyrody, a lasy z natury rzeczy są wielofunkcyjne. Funkcje się pojawiają, kiedy zaistnieje na nie zapotrzebowanie. Kiedyś nie było „terapii lasem”, dziś jest potrzeba o tym mówić.
Historycznie najwcześniej pojawiło się zapotrzebowanie na drewno, to jest główny produkt leśnictwa i tego się nie da zlikwidować. Potrzebna jest dzisiaj refleksja, że do produkcji drewna nie potrzeba lasu. Wystarczą drzewa. Drewno w lesie to zaledwie 15, najwyżej 20% jego wartości, a cała reszta to podtrzymywanie życia w biosferze, gdzie wartości lasów są w zupełnie innym miejscu.
Jeśli drewno to około 15% wartości lasu, jak ocenić resztę: bioróżnorodność, magazynowanie dwutlenku węgla, zdrowie ludzi, retencję wody?
Roberto Costanza, który wartościował usługi ekosystemowe, traktował drewno jako usługę dostawczą i wycenił ją właśnie na 14% wartości lasu. Reszta wartości jest nieporównywalnie cenniejsza. To prawda, że nie ma metod wyceny tych niematerialnych wartości, ale co robią nauki leśne, żeby je mieć?
Ostatnio pojawiła się praca naukowców z Uniwersytetu w Leeds pokazująca, że lasy Amazonii generują 300-350 litrów deszczu na 1 metr kwadratowy rocznie, co przekłada się na około 20 mld dolarów korzyści dla rolnictwa brazylijskiego. Przydałyby się takie informacje o polskich lasach, dzięki temu można byłoby bardziej kierunkowo nimi zarządzać. Zmiana sposobu myślenia o lesie jest pilna, zwłaszcza dzisiaj, w sytuacji zmian klimatycznych.
Klimat przyspiesza decyzje
Jak mądrze zarządzać lasem, który zmienia się z powodu zmiany klimatu?
Tempo zmian jest szybsze niż możliwości adaptacyjne lasów. Mówi się i planuje przyspieszenie przebudowy drzewostanów, co wiąże się z wycinaniem drzewostanów istniejących. Odczytuję to jako poszukiwanie rekompensaty z tytułu zmniejszenia użytkowania, kiedy mówimy o 20% lasów społecznych.
Należałoby zapytać: przebudowa, w jakim kierunku? Czy tradycyjne już zwiększanie udziału gatunków liściastych? Robimy to już od kilku dekad. Informacje o zamieraniu dębów, jesionów, buków, brzóz poddają w wątpliwość taki kierunek przebudowy. Wiara w tworzenie dzisiaj struktury lasu, który ma być odporny na zagrożenia w przyszłym, nieznanym klimacie, jest godna podziwu.
Na jakiej podstawie leśnicy decydują dziś o poziomie pozyskania drewna?
Władze leśne mówią, że pozyskujemy tyle, ile wymagają potrzeby hodowlane. To również jest wybieg wizerunkowy. Jeśli zajrzymy do potrzeb hodowlanych, tzn. do zasad, to widzimy, że cały cykl hodowli lasu, począwszy od nasion, a skończywszy na trzebieżach, jest oparty na sztucznej selekcji drzew i drzewostanów, ukierunkowanej na produkcję. Ciągle szukamy najlepszych nasion, najlepszych drzewostanów, najlepszych drzew. A najlepsze to znaczy proste, dobrze przyrastające, z wąską koroną – to punkt widzenia przyszłych desek. Czy takie są potrzeby hodowlane lasów?
Czy możemy pozwolić sobie na utrzymanie obecnego poziomu pozyskania drewna, kiedy stan leśnych siedlisk Natura 2000 pogarsza się, a ilość dwutlenku węgla zmagazynowanego w lasach spada?
Nie uciekniemy przed potrzebą drewna dla gospodarki. Ale stare lasy mają swoją ważną, inną rolę. Są potrzebne dla bioróżnorodności i dla bilansu wodnego. To także banki genów. To jest zupełnie inna rola niż pochłanianie CO2, które wiąże się z okresem silnego wzrostu drzew, kiedy mają 20-50 lat. Jest jednak nieakceptowalne, by w miejsce starych lasów sadzić młode, bo wtedy wyemitowalibyśmy to, co tam jest zakumulowane.
Dlatego potrzeba nam zarówno lasów starych, wtórnie naturalnych, jak i młodych, produkujących. Cztery typy zagospodarowania lasu: leśnictwo rezerwatowe, ekosystemowe, drzewostanowe/surowcowe i plantacyjne są propozycją łagodzenia napięć na linii ochrona – użytkowanie oraz konfliktów o lasy i ich role, ale również propozycją adaptacji, tym razem gospodarki leśnej do zmian klimatycznych, czyli do różnicujących się warunków środowiska. Różnicującą się przyrodę należy zagospodarowywać w sposób zróżnicowany.
Potrzebujemy ustanowienia jasnych typów gospodarki leśnej, dla których stworzymy jasne ramy funkcjonowania urządzania, hodowli, ochrony i użytkowania lasów w danym typie czy modelu gospodarowania. Jeżeli stworzymy tego typu dokumenty, to myślę, że i dla leśników, i dla ludzi zainteresowanych ochroną przyrody będzie to schemat czytelny, jasny, łatwy do weryfikacji.
Cztery modele zamiast jednego systemu leśnictwa
Jakie korzyści ma podział na leśnictwo rezerwatowe, ekosystemowe, surowcowe, plantacyjne, który Pan proponuje? Jak miałyby wyglądać proporcje między tymi modelami? Jak wdrożyć taką wizję lasu?
Intencją takiego zróżnicowania nie jest podział, to próba stworzenia systemu optymalizacji korzyści czerpanych z naturalnych potencjałów, które oferują leśne ekosystemy. Chodzi więc o komplementarność działań, nie separację. Kluczowe jest dostosowanie, odpowiednio do wymienionych typów gospodarki leśnej, dokumentów operacyjnych. Dostosowanie oznacza w zasadzie napisanie od nowa.
Jeśli chodzi o proporcje między wymienionymi, powiedzmy – modelami gospodarki leśnej, to taka przymiarka jest oczywiście możliwa, ale nie rozstrzygająca, zależna od położenia względem terenów zurbanizowanych, rolniczych, przemysłowych, komunikacyjnych, warunków przyrodniczych i wielu innych czynników lokalnych.
Początek różnicowania mógłby przyjąć kierunkowe proporcje dla kraju: 0,1 leśnictwa rezerwatowego, 0,2 ekosystemowego, 0,6 drzewostanowego i 0,1 plantacyjnego. Jest to oczywiście propozycja nie poparta żadną analizą, a przyjmując inne założenia mogłaby być zupełnie inna. A może najpierw należałoby określić ile drewna bezwzględnie potrzebujemy i ile lasów należy bezwzględnie chronić?
70% powinno stanowić leśnictwo surowcowe?
Dzisiaj tak, razem leśnictwo drzewostanowe i plantacyjne. Chodzi o to, by nie tworzyć na wstępie szoku dla przemysłu. Nie możemy widzieć wyłącznie storczyków czy pachnicy dębowej. 30% byłoby jednak usankcjonowanym leśnictwem ochronnym – rezerwatowym i ekosystemowym. Ponadto, potrzebny jest pomysł na leśnictwo prywatne, zadrzewienia, bazy surowcowe przemysłu drzewnego.
Czy leśnictwo plantacyjne miałoby być pomysłem na utrzymanie obecnego pozyskania drewna?
W dużej mierze – tak. 25–35% całego drewna na świecie pochodzi z plantacji lub lasów intensywnie uprawianych i wskaźnik ten stale rośnie. Plantacje mogłyby przejąć część produkcji drewna i odciążyć lasy naturalne.
"Przyszłość polskich lasów. 3 lata po wyroku TSUE" — dowiedz się więcej
Lasy jak polityczny łup
Brakuje nam wyliczeń i opracowań korzyści z ochrony lasów?
Dokładniej – z ochrony przyrody w lesie. Mamy apele o ochronę. Mamy protesty, gesty, ale nie mamy badań, np. ile deszczu generują polskie lasy. Wiemy natomiast co stracą Lasy Państwowe, jeżeli zmniejszy się użytkowanie. I to jest zderzenie dwóch wartości. Dlatego potrzebujemy zmiany sposobu myślenia poczynając od tak zwanego programu edukacji leśnej.
Na przykład o wyrębach nadal mówi się jak o leśnych żniwach. W wywiadach z 2025 r. z pracownikami Lasów Państwowych na odpowiedzialnych stanowiskach czytam, że widzą las jak „łany zboża”, słucham, że postrzegają las jak „rolnictwo o długim okresie produkcji”. Jeżeli również absolwenci leśnictwa właśnie w ten sposób widzą las, to w Polsce potrzebna jest czym prędzej głęboka reforma. Należy zmienić programy nauczania, przestać utożsamiać las z drzewostanem, a drewno zacząć traktować jako jedną z usług ekosystemowych.
Oczywiście jest druga strona całej sprawy. Bez decyzji politycznych żadne idee nie staną się prawem. Lasy są łupem wyborczym. Każda kolejna opcja polityczna, która wygrywa wybory dostaje jedną trzecią kraju w zasadzie do dyspozycji, bez specjalnego nadzoru, bez strategii czy jasnego programu do realizacji.
Problemem jest brak stabilności zarządzania – zmiany personalne przerywają ciągłość koncepcji. W ten sposób, dyrektor Lasów Państwowych „dobrej zmiany” przychodzi z „własnym programem naprawczym”. Żadnego z 30 projektów rozwijania systemów funkcjonalnych LP” nie kończy i odchodzi zdymisjonowany wraz ze swoim szefem. I tak za każdym razem trwa zabawa wokół Lasów Państwowych. A ich przyszłość pozostaje kontynuacją teraźniejszości, bo nie ma alternatywy.
Lasy jako infrastruktura państwa
Może sytuacja na granicy i głosy o potrzebie spojrzenia na lasy jako źródło bezpieczeństwa militarnego pozwoli nam na reformę?
Trafne spostrzeżenie. Myśląc podobnie, przesłałem do Zespołu ds. rozwoju leśnictwa propozycję do rozważenia – potraktowania lasów, jako przyrodniczej infrastruktury krytycznej, na wzór sieci energetycznej czy komunikacyjnej. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo choćby z tytułu zmian klimatu, na przykład suszy lub powodzi, ale także o sytuację wielostronnego bezpieczeństwa ludności w sytuacji konfliktów wojennych, o bezpieczeństwo militarne, o zagrożenie inwazją, o opór, osłonę i schronienie. Takie podejście do lasów wymagałoby większej uwagi rządu i przesunięcie strategicznych decyzji na wyższy poziom.
Definicja zarówno europejska jak i krajowa, mówi o infrastrukturze krytycznej jako elemencie niezbędnym do funkcjonowania społeczeństwa w zagrożeniu. Lasy idealnie wpisują się w taką ramę. Myślenie o lasach jako infrastrukturze krytycznej państwa oznaczałoby potraktowanie lasów jako fundamentu szeroko rozumianego bezpieczeństwa na poziomie obronności, warunków życia i dobrostanu obywateli. Takie myślenie na wyższych szczeblach rządzenia bardzo by się przydało. Zarówno leśnictwu jak i ochronie przyrody.
Dziękuję za rozmowę.
---
Prof. Kazimierz Rykowski (ur. 1942) – leśnik, pracownik naukowy Instytutu Badawczego Leśnictwa, współtwórca Narodowego Programu Leśnego (2012-2016). Specjalizuje się w ekologii lasu, ochronie przyrody i wpływie zmian klimatycznych na ekosystemy leśne. Autor ponad 200 publikacji.
Wszystkie materiały powstałe w ramach prac nad Narodowym Programem Leśnym (2012-2016) dostępne są na stronie https://www.ibles.pl/narodowy-program-lesny.
„Stanowisko w sprawie reformowania gospodarki leśnej” prof. Kazimierza Rykowskiego z 8 października 2025 r. skierowane do „Zespołu ds. rozwoju leśnictwa” można przeczytać w marcowym wydaniu Miesięcznika Dzikie Życie https://dzikiezycie.pl/aktualnosci/623-marcowe-wydanie-dzikiego-zycia-juz-dostepne.