Pożary lasów będą się powtarzać. Zmarnowana dekada
Pożar w Puszczy Solskiej to nie przypadkowy zbieg negatywnych okoliczności, lecz lata zaniedbań w dostosowywaniu polskich lasów do postępujących zmian klimatycznych. Opublikowany w zeszłym roku raport Najwyższej Izby Kontroli podkreślał poważne błędy w zarządzaniu ekosystemami leśnymi, czego konsekwencją są dotkliwsze skutki powodzi i susz. Pożary to kolejne następstwo, którego intensyfikacji możemy się spodziewać w całej Polsce. Być może także jako część rosyjskiej wojny hybrydowej.
Ogień w Puszczy Solskiej objął ok. 1,2 tys. hektarów Nadleśnictwa Józefów na Lubelszczyźnie, w tym obszar planowanego rezerwatu „Długie Bagno”. Ten fragment to bardzo cenne przyrodniczo miejsce, gdzie znajdują się potwierdzone stanowiska m.in. zagrożonego wyginięciem głuszca czy objętych ścisłą ochroną gatunkową: bociana czarnego, puszczyka uralskiego, włochatki i sóweczki. Starty dopiero będą szacowane, nie wiadomo też jeszcze, co było bezpośrednią przyczyną pożaru.
Lata zaniedbań
Jak pisze w poście Fundacja Wolne Rzeki, rozmowy o projekcie odtwarzania retencji w zmeliorowanych lasach i mokradłach, prowadzone już dwa lata temu z Nadleśnictwem Józefów, nie przełożyły się na działania leśników. Co więcej – kilka tygodni temu właśnie to nadleśnictwo wnioskowało o możliwość odstrzału większości bobrów na swoim terenie. Na szczęście wniosek został wycofany, a postępowanie umorzone, bobry wszak wykonują ważną i kosztowną pracę związaną z zatrzymywaniem wód w lasach.
Nie wystarczy jednak dać pracować bobrom, ponieważ w Puszczy Solskiej mamy do czynienia z celowym, wieloletnim osuszaniem lasów. Wprawdzie oficjalne dane zaprzeczają, że w lasach objętych pożarem miałyby znajdować się rowy melioracyjne, którymi wyprowadzana jest woda, lecz zarówno Fundacja Wolne Rzeki, jak i Lubelskie Towarzystwo Ornitologiczne wskazują na przynajmniej kilkanaście takich rowów w tym terenie, które skutecznie drenują tamtejsze torfowiska. A to właśnie w torfie, mimo ugaszonego pożaru, wciąż może tlić się ogień. Z kolei uregulowanie rzeki Niepryszki, płynącej zmeliorowaną doliną osusza dodatkowo Puszczę Solską:
„Gdy spojrzymy na profil terenu, widzimy, że teren jest tutaj wybitnie płaski, a dolina Niepryszki położona jest ledwie dwa metry niżej niż większość płonącego lasu. Trwałe obniżenie poziomu wody przez uregulowaną rzekę i zmeliorowaną dolinę oddziałuje na poziom wody w przyległych lasach, nie ma co do tego wątpliwości przy takim ukształtowaniu terenu” – czytamy w poście Fundacji Wolne Rzeki.
Puszcza Solska to nie wyjątek. Nastawione na surowcowe wykorzystanie polskich lasów Lasy Państwowe od lat robiły wszystko, by ułatwić sobie dostęp do pozyskania drewna, a potem wywożenia go z lasu. Stąd w całej Polsce lasy zostały poprzecinane siecią dróg. Wzdłuż tych dróg ciągną się zaś rowy odwadniające, które osuszają lasy. A osuszanie ułatwia pozyskiwanie drewna.
Pożary w Puszczy Solskiej będą się niestety powtarzać. Zresztą nie tylko tam. Mamy bardzo dużą suszę hydrologiczną w całej Polsce. Poza tym 70% drzew w polskich lasach, to drzewa iglaste, z czego 61% stanowi sosna, pochodząca z monokulturowych, sztucznych nasadzeń. Problem polega na tym, że od dekad gospodarka leśna w Polsce jest podporządkowana gospodarce surowcowej czyli pozyskania drewna. Bardzo wiele terenów zostało odwodnionych i dotyczy to nawet Puszczy Białowieskiej
– komentuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Zmarnowana dekada
O globalnym ociepleniu i jego skutkach wiadomo od lat. Rada Ministrów w październiku 2013 r. przyjęła „Strategiczny plan adaptacji dla sektorów i obszarów wrażliwych na zmiany klimatu do roku 2020 z perspektywą do roku 2030”, który obligował Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych do opracowania programu adaptacji leśnictwa do zmian klimatycznych.
Dokument mający przedstawić działania do roku 2020 został jednak przyjęty dopiero w 2022 r. pod nazwą „Kompleksowy program przeciwdziałania procesom zamierania lasów w Polsce oraz działania mitygacyjne w perspektywie do 2030 roku”. Znamienne, że kwestia zmian klimatu została przemilczana już w samym tytule.
Przede wszystkim jednak przygotowany przez Lasy Państwowe program nie uwzględnia większości uwag przygotowanych przez środowiska naukowe i przyrodników. Również istotna część bardzo ważnych uwag Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska – na co zwróciła w raporcie uwagę Najwyższa Izba Kontroli – została pominięta, w tym m.in. kwestie ograniczenia wycinania lasów, popierania i zachowania odnowienia naturalnego, ochrony lasów pełniących funkcje wodochronne, ograniczenia rębni zupełnych czy wprowadzenia zapisu o utrzymywaniu tam bobrowych czy zwiększenia lesistości.
Czyżby zmiany klimatyczne zaskoczyły leśników, jak zima drogowców? Lasy Państwowe miały lata, by przygotować lasy na susze. Zamiast tego zmarnowano dekadę, a przygotowany po latach program nie tylko nie odpowiada skali kryzysu, ale też nie przekłada się na realną zmianę praktyki. Wciąż obowiązują anachroniczne zasady hodowli lasu, a gospodarka leśna wygląda tak, jakby kryzys klimatyczny nie dotyczył lasów
– mówi Radosław Ślusarczyk.
Raport NIK
Opublikowany w 2025 r. raport Najwyższej Izby Kontroli zatytułowany „Adaptacja gospodarki leśnej Lasów Państwowych do zmian klimatycznych” opisuje wyniki analizy stanu dostosowywania gospodarki leśnej do zmian klimatu w Polsce. W 2022 r. Lasy Państwowe dokonały odnowień 62 307 ha lasów, lecz odnowienia naturalne stanowiły jedynie 11 963 ha, resztę (50 344 ha) stanowiły odnowienia sztuczne. Stoi to w sprzeczności z zaleceniami naukowców, którzy dowodzą, że ważnym narzędziem w zakresie zapewnienia stabilności drzewostanów powinno być wykorzystywanie w maksymalnym stopniu naturalnych procesów, w tym również promowanie odnowień naturalnych (powstałych na gruntach leśnych z samosiewu i odrośli). W analizowanym w raporcie okresie 2019-2023 zmniejszeniu uległa również powierzchnia lasów ochronnych, które są w stanie łagodzić skutki zmian klimatycznych – z 3829,2 tys. ha (2019 r.) do 3803,6 tys. ha (2023 r.).
W latach 2019-2023 wystąpiło w lasach zarządzanych przez Lasy Państwowe ogółem 11 295 pożarów, które objęły w sumie 2788,17 ha i przyniosły straty rzędu 30,3 mln zł. Dlatego NIK w związku z coraz częstszym występowaniem długotrwałych susz zaleca, by kategorie zagrożenia pożarowego nie brały pod uwagę jedynie danych historycznych, lecz uprzedzały niekorzystne zmiany.
NIK zwrócił też uwagę na błędy w zakresie zabezpieczenia przeciwpożarowego lasów, które stwierdzono w 71% analizowanych nadleśnictw i w 50% Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych. Najczęściej dotyczyły one braku wymaganego przeszkolenia pracowników (lub osób wykonujących prace w lasach) dotyczącego ochrony przeciwpożarowej lasu.
Zagrożenia zmianami klimatu są zaś na tyle poważne, że NIK sugeruje powołanie wyspecjalizowanej jednostki, która realizowałaby i koordynowała działania związane z adaptacją gospodarki leśnej do zmian klimatycznych. Raport pokontrolny wskazuje również, że właściwym krokiem byłoby uwzględnianie w planach urządzenia lasu działań, które zapewnią zróżnicowanie gatunkowe drzewostanów, wspierają bioróżnorodność, retencjonują wodę czy – wreszcie – monitorują skutki zmian klimatycznych, by móc podejmować adekwatne i natychmiastowe działania.
Pożary częścią wojny hybrydowej?
W ostatnich tygodniach mieliśmy też do czynienia z licznymi pożarami w Ukrainie. Płonęły lasy Zakarpacia, regionu położonego przy granicy z Polską, Węgrami, Rumunią i Słowacją. Jeszcze trudniejsza sytuacja panuje w lasach Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. Ogień objął tam obszar 1200 hektarów. Jednym z weryfikowanych przez ukraińską administrację wojskową scenariuszy są podpalenia na zlecenie rosyjskich służb.
Wiele lat zaniedbań i celowych działań leśników doprowadziło do odwodnienia polskich lasów. Zaczynamy za to teraz płacić, a nie jesteśmy przygotowani na to, by walczyć w każdym miejscu z pożarami. Zarówno sytuacja klimatyczna, jak i geopolityczna, powinny skłonić Polskę do radykalnej zmiany podejścia do zarządzania lasami. Potrzebujemy odbudowy lasów wodochronnych zarówno ze względu na bezpieczeństwo hydrologiczne, ale także jako część naturalnej Zielonej Tarczy Wschód
– powiedział Radosław Ślusarczyk.